Domek na wsi...

Jakiś czas temu miałem okazję połazić po pewnym domku na pewnej wiosce. Mieszkańcy spakowali się i wyjechali za chlebem w świat. Gospodarstwo zostało. Powoli przegrywa walkę z czasem...naturą.
Troszkę popstrykałem, troszkę ponagrywałem. Zdjęcia pojawiły się na blogu oraz na Facebooku, reszta została nieruszona. Po kilku miesiącach wróciłem do folderu DOMEK NA WSI. Zabrałem się za pliki wideo. Ułożyłem na osi, jeden obok drugiego...dorzuciłem utwór muzyczny...no i to wszystko chyba. Zobaczcie sami...co z tego wyszło. 

Całkiem mały kościółek...

https://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/11/cakiem-may-koscioek.html
Był to nasz drugi wypad w takim składzie. Pierwszy, który zapoczątkował (mam nadzieję) przygodę ze zwiedzaniem opuszczonych miejsc młodego i mojej Pani był opuszczony szpital w Legnicy. Tym razem postanowiliśmy zwiedzić mały kościółek. Wioska została wyludniona, większość domów zrównana z ziemią...pozostał tylko on. Dobra, niedaleko stoi jeszcze jedno gospodarstwo. Pierwsze wejście wiadomo, najmłodsza część ekipy podniecona. Pstrykała foty każdej części, każdego kamienia...wszystkiego. Po kilku minutach jednak wnętrze przestało go już cieszyć...w środku zostałem sam. Próbowałem się skupić, było ciężko. Co chwilę słyszałem "tato, mama każe mi kurtkę ubrać", moja pani nie była gorsza "ty tak zawsze tyle siedzisz w środku...boże jak wam się chcę...". Po kilku minutach wybuchła na zewnątrz spora afera. Mimo że słonko grzało, co chwilę zawiewał zimny wiatr. Był on powodem kłótni pomiędzy NIĄ a NIM. Potem oberwało się i mi...rykoszetem. Tak więc spakowałem manele i udałem się w stronę samochodu. Uwielbiam wspólne, rodzinne wycieczki. Mam nadzieję że następny nasz wypad będzie mniej konfliktowy, a przynajmniej mniej wietrzny. Najważniejsze że młody powoli łapie klimat. Coraz częściej oglądaj filmiki na YT z opuszczonych miejsc.

Cerkiew...


https://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/11/cerkiew.html
Gdy dojechaliśmy na miejsce, była druga w nocy. Ostatnie kilkadziesiąt kilometrów jechaliśmy lasem. Ciemno, co chwilę dziwne zwierzęta wchodziły nam na drogę. Do tego delikatna mżawka…zmęczenie.  Wejście mieliśmy umówione na ósmą rano. Wojtechu ruszył na mały rekonesans, ja próbowałem skleić chociaż na godzinę oczy…nie dało się. Tak więc pierwsze śniadanie zjedliśmy o godzinie trzeciej nad ranem. Gdy się powoli zaczęło rozjaśniać wyszliśmy na zewnątrz, wymyć jedynki, rozprostować kości…pierwszy raz spojrzeć na cerkiew, przynajmniej ja, mistrzu z latarką w dłoni obszedł ją już w nocy. O godzinie ósmej, punktualnie pojawił się człowiek z kluczami. Weszliśmy do środka. Pierwsze wrażenie niesamowite. Dookoła drewniane, kilkupiętrowe prycze. Fantazja działa. Wyobrażałem sobie Polskich żołnierzy leżących na nich, czekając na to, co przygotowali dla nich czerwone. Tak naprawdę owe prycze to pozostałość po scenach kręconych do filmu Katyń. Mimo wszystko tworzyły niesamowity klimat. W środku było ponuro, chłodno…i ta cisza…bardzo przytłaczająca. Był to nasz pierwszy obiekt ego dnia. Przed nami cały dzień zwiedzania, potem jakiś nocleg…rano znów zwiedzanie, a po południu kierunek Legnica…dom. Marzyłem o łóżku, kąpieli. Na szczęście udało nam się załatwić hotel robotniczy, 30 srebrników za noc od osoby. Warunki jak za te pieniądze całkiem znośne. Przynajmniej można było się wykąpać. Rano o 6 ruszyliśmy dalej w trasę.  

Cegielnia...

https://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/11/cegielnia_1.html
„Wstałem dziś, tak jak zwykle, o 5:30, jeszcze szaro za oknami, dymy snują się po mieście…Zjadłem to co zwykle, jak zwykle się nie myłem, wyszedłem z domu, na autobus zaczekałem…Gdy autobus przyjechał, ledwo wlazłem do środka, tą linią cała huta jeździ, kogom ja nie spotkał…”


Podniósł głowę znad poduszki. Z lekkim uśmiechem spojrzał na radio. Niezły tekst jak na pobudkę z samego rana. Wstał i poczłapał do łazienki. Po kilku minutach wyszedł ubrany. Stanął przed lustrem, poprawił dłonią niedbale ułożone włosy. Gdy wychodził, zerknął do pokoju. W półmroku dojrzał kontury siedzącej przy łóżku dziecka żony. Spojrzała na niego wymownie i odwróciła się w stronę okna. Nie chciał po raz kolejny kłócić się z nią. Wyszedł delikatnie zamykając za sobą drzwi. 

Cerkwia...

Murowana greckokatolicka cerkiew parafialna, została zbudowana w 1904.
Pod koniec II wojny światowej w wyniku wysiedlenia ludności ukraińskiej parafia greckokatolicka przestała istnieć. Opuszczona cerkiew została około 1950 zdewastowana. Przez kilka lat była wykorzystywana jako magazyn Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska", później przez wiele lat stała nieużytkowana.
W dniach 3-7 stycznia 2007r. w cerkwi były realizowane sceny do filmu Andrzeja Wajdy "Katyń". Od tego czasu została częściowo zabezpieczona i zamknięta. Wewnątrz pozostała scenografia planu filmowego.

Staruszek Jaguarrr...

https://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/10/staruszek-jaguarrr.html
W samym środku dużego miasta, niepozorny domek. W domku tym garaż, w środku ta oto maszyna. Był to nasz ostatni obiekt tego dnia. Mało brakowało a wcale byśmy tam nie trafili. Dwudniowy wypad, niewyspani, daleko od domu. Myślami byliśmy już w Legnicy, ciepły obiadek, kąpiel. W ostatniej chwili dostałem namiar na ten obiekt od znajomego. Lekko zboczyliśmy z trasy i ruszyliśmy w kierunku domku, gdzie stoi to cudeńko. Teraz już wiem, że gdybyśmy tam nie pojechali...długo bym tego żałował. Wspaniały okaz, i mimo że jego stan jest agonalny, dalej potrafi zachwycić. Nie ma co się rozpisywać, sami zerknijcie...na staruszka Jaguara. 

Lokomotywki...

https://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/10/lokomotywki.html
Tym razem dużo mniej kadrów, bo to przecież mój trzeci raz. Już przecież wszystko było, zdążyło się przejeść. Ale za każdym razem jest troszkę inaczej. Całkiem inna pora roku, inaczej padające światło. Tym razem nie biegałem zachłannie po obiekcie, nie strzelałem setek zdjęć. Starałem się wyłapać to, co pominąłem za pierwszym razem, poprawiłem nieudane wcześniej kadry.
Czy było warto...zawsze warto. Przecież dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. Za każdym razem jest inaczej. Zawsze może być lepiej.

Areszt śledczy...

https://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/10/areszt-sledczy.html
Jest to już trzeci z kolei areszt, jaki udało mi się zwiedzić w tym roku. Ten jednak by lepszy od swoich poprzedników pod kilkoma względami. Po pierwsze, miałem pełną swobodę, nikt nie prowadził mnie na smyczy, mogłem zaglądnąć w każdy kąt. Po drugie...korytarze...wystarczy porównać zdjęcia wcześniejszych aresztów. No i chyba ten najważniejszy...w końcu udało mi się poznać na żywo kilka zacnych ludków, którzy mają podobne hobby jak ja. Wielkie dzięki Gosi i Adiemu, za wpisanie mnie na listę. Pozdrowienia dla Wszystkich, których miałem okazję poznać w areszcie.
Nie pozostało mi nic innego, jak zaprosić wszystkich Was na wspólną szybką odsiadkę w areszcie śledczym.

Bella ciao...


http://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/09/bella-ciao.html
Chodzi listonosz tu i tam, puka do mieszkań stu.
Ja listonosza dobrze znam, dzień dobry mówię mu.

-Zawsze to śpiewały dzieci jak widziały listonosza. Gdy przychodził, zawsze później w domu pojawiały się słodycze. Rodzice byli weseli, nawet obiady były smaczniejsze. Było tak do czasu aż panią domu wynieśli w drewnianej skrzyni nieznani panowie. Ponoć poszła do pomników mieszkać. Od tamtego czasu, w domu zapanował spokój i cisza.