Staruszek Jaguarrr...

https://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/10/staruszek-jaguarrr.html
W samym środku dużego miasta, niepozorny domek. W domku tym garaż, w środku ta oto maszyna. Był to nasz ostatni obiekt tego dnia. Mało brakowało a wcale byśmy tam nie trafili. Dwudniowy wypad, niewyspani, daleko od domu. Myślami byliśmy już w Legnicy, ciepły obiadek, kąpiel. W ostatniej chwili dostałem namiar na ten obiekt od znajomego. Lekko zboczyliśmy z trasy i ruszyliśmy w kierunku domku, gdzie stoi to cudeńko. Teraz już wiem, że gdybyśmy tam nie pojechali...długo bym tego żałował. Wspaniały okaz, i mimo że jego stan jest agonalny, dalej potrafi zachwycić. Nie ma co się rozpisywać, sami zerknijcie...na staruszka Jaguara. 

Lokomotywki...

https://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/10/lokomotywki.html
Tym razem dużo mniej kadrów, bo to przecież mój trzeci raz. Już przecież wszystko było, zdążyło się przejeść. Ale za każdym razem jest troszkę inaczej. Całkiem inna pora roku, inaczej padające światło. Tym razem nie biegałem zachłannie po obiekcie, nie strzelałem setek zdjęć. Starałem się wyłapać to, co pominąłem za pierwszym razem, poprawiłem nieudane wcześniej kadry.
Czy było warto...zawsze warto. Przecież dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. Za każdym razem jest inaczej. Zawsze może być lepiej.

Areszt śledczy...

https://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/10/areszt-sledczy.html
Jest to już trzeci z kolei areszt, jaki udało mi się zwiedzić w tym roku. Ten jednak by lepszy od swoich poprzedników pod kilkoma względami. Po pierwsze, miałem pełną swobodę, nikt nie prowadził mnie na smyczy, mogłem zaglądnąć w każdy kąt. Po drugie...korytarze...wystarczy porównać zdjęcia wcześniejszych aresztów. No i chyba ten najważniejszy...w końcu udało mi się poznać na żywo kilka zacnych ludków, którzy mają podobne hobby jak ja. Wielkie dzięki Gosi i Adiemu, za wpisanie mnie na listę. Pozdrowienia dla Wszystkich, których miałem okazję poznać w areszcie.
Nie pozostało mi nic innego, jak zaprosić wszystkich Was na wspólną szybką odsiadkę w areszcie śledczym.

Bella ciao...


http://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/09/bella-ciao.html
Chodzi listonosz tu i tam, puka do mieszkań stu.
Ja listonosza dobrze znam, dzień dobry mówię mu.

-Zawsze to śpiewały dzieci jak widziały listonosza. Gdy przychodził, zawsze później w domu pojawiały się słodycze. Rodzice byli weseli, nawet obiady były smaczniejsze. Było tak do czasu aż panią domu wynieśli w drewnianej skrzyni nieznani panowie. Ponoć poszła do pomników mieszkać. Od tamtego czasu, w domu zapanował spokój i cisza. 

Areszt śledczy w Lubaniu

https://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/09/areszt-sledczy-w-lubaniu.html
Wyobraźcie sobie taką akcję. Wybieracie się na zwiedzanie zamkniętego aresztu śledczego. Wiadomo, warto poczytać co nieco o obiekcie. Gdzieś przeczytałem że na terenie aresztu, podczas drugiej wojny światowej przetrzymywano francuskie kobiety z ruchu oporu, zatrzymane przez Niemców w Paryżu, podczas akcji „Noc i mgła”. Zamykasz oczy, wyobraźnia zaczyna działać. Widzisz spacerujące kobiety po korytarzu, ubrane w pasiaki. Na stopach, z racji tego że jest lato…noszą więzienne sandały. Tysiące kilometrów od domu, czasem z biletem w jedną stronę. Cieszące się każdym dniem, jakby był ostatni. W końcu pakujesz plecak i jedziesz zwiedzać. Pierwsze, drugie piętro…wszystko identyczne. Rozkład cel, kafelki…nawet kolor ścian. Jedyne oświetlenie – okno na końcu korytarza. Trzeba sobie jakoś radzić. Ustawiasz statyw, długi czas naświetlania…pstryk, pstryk…parter zrobiony, potem piętro, następne piętro. Na koniec spacerniak, kilka fotek aresztu z zewnątrz. Można wracać do domu. Zrzucacie fotki na komputer. Szybka selekcja, nieudane do kosza, reszta do szybkiego retuszu, mała poprawa…dobra, na szczęście mimo braku światła udało się coś uwiecznić. Ostatnia segregacja...i nagle trafiasz na to zdjęcie....
Nie będę mówił o które chodzi, niech zadziała fantazja...

Szpital w lasku złotoryjskim...

https://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/09/szpital-w-lasku-zotoryjskim.html
W drodze powrotnej z Wrocławia postanowiłem zajechać po raz kolejny do szpitala w lasku złotoryjskim. Przeczytałem na Facebooku że organizowana jest akcja pobliskiego schroniska dla zwierząt, chodzisz za puszkę karmy dla psa. Byłem ciekaw ile pojawi się osób. Pierwszy raz widziałem na szpitalu tyle osób zwiedzających równocześnie. Byli wszędzie, w piwnicy, na korytarzach...wszędzie. Trafiłem na gościa, który sprawdzał z jaką łatwością zrywa się płytki ze ściany, inna osoba markerem znaczyła teren...BYŁEM ZWIEDZIŁEM KAMIL Z KRYSIĄ. W piwnicach, gdzie unosi się w powietrzu spora ilość grzyba, biegały z latarkami matki z dzieciakami. 
Gdy wychodziłem, zatrzymałem się na chwilę by porozmawiać ze stróżem. Dowiedziałem się od niego, że pojawił się problem z przepływem gotówki między nimi a właścicielami. Nie wiem ile w tym prawdy, ale gość twierdzi że przychodzą do pracy ze względu na psiaki. Tym bardziej chwała ekipie ze schroniska za zorganizowanie akcji. Na jakiś czas zwierzakom nie zabraknie jedzenia, a co będzie dalej...zobaczymy. Może to zwykłe plotki, może niedługo będzie tak że szpital pozostanie bez opieki. Skorzystałem z okazji i połaziłem, porobiłem kilka fotek. Być może, chociaż się nie zarzekam, są to ostatnie zdjęcia zrobione na tym obiekcie. Niedawno wrzucałem jakieś, ale postanowiłem wymieszać stare z nowymi, dołożyłem kilka z wcześniejszych lat i stworzyłem jedną, dość sporą galerię. Serdecznie zapraszam...
Niektóre zdjęcia mogą się powtarzać, jest to zbiór fotek z kilku wejść...na niektórych możemy zauważyć jak zmieniał się stan pomieszczeń, jak wędrowały niektóre elementy szpitala. 
 

W krainie baobabów...

http://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/08/w-krainie-baobabow.html
Pałacyk z daleka wyglądał jak posiadłość Karingtonów. Gdy zbliżaliśmy się do drzwi, wyobrażałem sobie jak wygląda w środku. Głęboki cień rzucany przez potężne drzewa chronił przed słońcem. Wchodzimy na werandę i...zapala się pierwsza lampa. Wszystko jasne. Drzwi zamknięte na kłódkę, szczelnie pozamykane okna, dookoła czujki. Nie ma opcji żeby wejść do środka. Wielka szkoda. Pozostało nam pstrykać fotki na zewnątrz. Nie ma co w sumie narzekać, bo na zewnątrz pałac prezentuje się również pięknie ( w sumie w środku nie mam pojęcia jak wygląda, bo przecież nie byłem), no i te drzewa...niesamowity klimat. 

W moim ogrodzie...

http://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/08/w-moim-ogrodzie.html
Ciężko napisać cokolwiek o tym miejscu. Niby nic ciekawego. Ot kolejny pusty domek, zapewne miejscowa noclegownia bezdomnych. Ciężko stwierdzić czym się trudzili mieszkańcy...w jednym pomieszczeniu resztki części samochodowych, w następnym afisz salonu urody, fryzjer, jeszcze dalej duży napis na ścianie MEBLE...kilka metrów dalej obok zniszczonego baraku toalety damskie. Wszystko i nic. Wygląda to tak, jakby właściciel nie do końca miał pomysł na swoje życie. Jednak najlepszy kąsek znajdował się za domem. Szklarnia. Tego dnia było ciepło...w szklarni panowały tropiki. Zdrowo się napociliśmy w środku. Musieliśmy troszkę się pomęczyć żeby przedostać się przez gąszcz krzaków, pokrzyw...by dotrzeć do wejścia. No tak, ale co w środku, do rzeczy.
W środku rosły piękne winogrona. Zielone, granatowe...piękne. Niestety zdziczały. Po bliższym zbadaniu owoc sprawił, że moja mordziata wykrzywiła się w dwie strony. Szkoda, trochę tego było. Mielibyśmy co jeść w drodze powrotnej do domu.

Muzeum broni i militarii...

http://terenprywatnypl.blogspot.com/2018/08/muzeum-broni-i-militarii.html
Muzeum broni i militariów, obowiązkowa pozycja na mapie Dolnego Śląska (Witoszów Dolny, koło Świdnicy). Idealna wycieczka dla całej rodziny. Ponad 2000 eksponatów, broń strzelecka krótka i długa, karabiny, broń automatyczna, przeciwpancerna, kilkanaście transporterów, lekkich i opancerzonych i ponad 20 armat, a także stacje radio-lokacyjne, wyrzutnie, samochody, motocykle oraz wiele, wiele innych.Niektóre pojazdy są otwarte, można zajrzeć do środka. Można również przejechać się Goździkiem.